DZIEŃ 1
4 kwietnia 2005r. o godzinie 10:15 spotkaliśmy się na lotnisku: my-czwórka uczniów i nasze opiekunki. Lecieliśmy na wymianę uczniowską do Włoch organizowaną przez program "Socrates - Commenius". Był to dla nas stres: bagaże, paszporty, fotoreporterzy i duże zamieszanie.
Wylecieliśmy z Polski o godzinie 12:50. Po dwóch godzinach dolecieliśmy do Rzymu. Niestety, to nie koniec podróży. Czekała nas jeszcze przejażdżka pociągiem, która włącznie z przesiadką trwała 1,5 godziny. O godzinie 18:00 na dworzec w Latinie przyjechały po nas rodziny, u których mieliśmy mieszkać. Ja mieszkałam u Claudii Romano- rówieśniczki z dużym poczuciem humoru. W samochodzie trudno nam było się dogadać. Korzystałyśmy z rozmówek włosko-polskich. Claudia ma brata, który obecnie jest w wojsku w Weronie, więc miałam własny pokój. Szybko się zaaklimatyzowałam.
O godzinie 21:00 poszłyśmy do kościoła na mszę za papieża- Jana Pawła II. Niesamowite przeżycie. Kościół był mały, ale znajdowało się w nim dużo ludzi (wszyscy się znali). Usłyszałam tam przepiękne śpiewy, którym akompaniowały bębny i gitara. Nie znałam włoskiego, ale wszystko rozumiałam, co mówili i śpiewali. Po mszy wszyscy wierni zgromadzili się pod kościołem i rozmawiali, żartowali, itp. Claudia przedstawiła mnie swoim znajomym. Przyjaciele i rodzina, gdy dowiedzieli się, że jestem Polką przyjęli mnie z uśmiechem. Mówili, że to dla nich zaszczyt gościć rodaczkę Papieża w B-rgo Grappie (miejscowość nad morzem Tyreńskim, w której mieszkałam). Wróciliśmy do domu o godzinie 23:00.
Jednak to nie koniec atrakcji na ten dzień. Rodzice Claudii zaprosili swoich znajomych i zrobili mi małe przyjęcie. Tańczyli i śpiewali. Było wspaniale. Otrzymałam od nich srebrną bransoletkę, której nie zdejmuję do dziś.
Około godziny 2:30 poszłam w końcu spać.
DZIEŃ 2
Obudziłam się o godzinie 6:50. Szybko się umyłam, ubrałam, zjadłam śniadanie i o 7:40 wyszłam z Claudią na przystanek autobusowy, z którego jechałyśmy do szkoły. W busie poznałam jej kuzynkę, a zarazem przyjaciółkę Federicę i wiele innych osób. Pierwsze lekcje (angielski i włoski) minęły spokojnie. Claudia jest w klasie żeńskiej. Wszystkie koleżanki ciągle wypytywały o nowe rzeczy. Było bardzo miło. Później młodzież z obcych krajów razem z nauczycielami wyruszyła na spacer po Latinie. Zwiedziliśmy teatr, muzeum, parki, zobaczyliśmy wystawy sklepowe, ulice i piękne palmy. Byliśmy tak tym zachwyceni, że przez pomyłkę razem z grupą z Hiszpanii pomyliliśmy drogi, przez co grupy z Austrii, Czech, Szwecji i Włoch musiały na nas dość długo czekać.
Po wycieczce wróciliśmy z powrotem pod szkołę, gdzie czekali na nas koledzy, u których mieszkaliśmy. Po mnie i po Claudię przyjechał samochodem jej chłopak - Steffano. Uwielbiam brawurowe jazdy autami. Przejażdżka po Latinie niestety nie trwała zbyt długo, bo musiałyśmy wrócić do domu na obiad. Po posiłku Claudia i jej przyjaciółka Dzulejka zabrały mnie na przejażdżkę motorami nad morze. Zrobiłyśmy tam kilka zdjęć i miło spędziłyśmy czas.
Wracając do domu, zatrzymałyśmy się po drodze u kosmetyczki, a później u Federici. Po bardzo obfitej kolacji poszłyśmy z jej znajomymi na spacer po B-rgo Grappie i o godzinie 1:30 leżałam już w łóżku.
DZIEŃ 3
Dzień zaczął się tak samo jak poprzedni. W szkole - na lekcji historii nauczycielka poprosiła mnie, bym opowiedziała coś o Polsce. Zdziwiłam się, że uczą się tylko o mapie Europy, ale każdy kraj ma inne zasady nauczania. Mieli nieaktualną mapę. Kraków było zaznaczony jako stolica i była przy granicy państwa. Nauczycielka powiedziała, że Polska została wyzwolona w 1986 roku. Nie umiałam im za bardzo powiedzieć, że to stara mapa i nie wiedziałam jak powiedzieć, że Polska ma góry, ale nie w Krakowie. Po lekcji wszyscy (goście z wielu państw) spotkaliśmy się w jednej sali i omawialiśmy tematy dotyczące dyskryminacji. Każde państwo musiało się zaprezentować i przedstawić swoje opinie.
Po lekcji wszyscy spotkaliśmy się w jednej sali i omawialiśmy tematy dotyczące dyskryminacji. Każde państwo musiało się jakoś zaprezentować i przedstawić swoje opinie.
Po ciężkim dniu mama Claudii zabrała mnie na zakupy, bo moja koleżanka miała lekcje gry na gitarze. Pojechałyśmy najpierw do najtańszych sklepów z odzieżą używaną (na wagę). Mama Claudii myślała, że Polska tonie w biedzie i nie mamy gdzie kupować ubrań. Gdy zauważyła, że nic nie wybieram zabrała mnie do "Big City Shop" (wszystkie te same firmowe sklepy co u nas). Zdziwiła się, jak jej powiedziałam, że w naszym kraju jest dużo takich miejsc. Gdy wróciłyśmy do domu, Claudia już na nas czekała.
Około godziny 21:30 poszłyśmy z Federicą i Dzulejką do pubu. Świetnie się tam bawiłyśmy. Po trzech godzinach poszłyśmy na dwugodzinny spacer po Latinie, B-rgo Grappie - prosto do domu.
DZIEŃ 4
Tego dnia nie poszliśmy do szkoły. "Socrates" zorganizował wyjazd do Rzymu. W końcu miałam okazję spotkać się z naszą grupą z Polski. Cała droga upłynęła na opowiadaniu tego, co do tej pory się wydarzyło. W Rzymie zwiedziliśmy Panteon, Colloseum, fontannę De Trevi, muzea i piękne zabytki. Oczywiście nie ominęliśmy żadnych sklepów.
Chodząc ulicami, spotkaliśmy wielu Polaków. Z każdym zamieniliśmy parę słów. Było to w przeddzień pogrzebu Papieża, więc masowa obecność naszych rodaków nie była przypadkowa. Spotkaliśmy wielu znanych ludzi np. Johna Carrego - polityka z USA, a Jacobo widział Busha i Clintona. Jacobo jest Włochem, u którego mieszkał Kuba - uczeń naszej szkoły. Kiepsko mówił po angielsku dzięki czemu powstało wiele śmiesznych zwrotów.
Gdy wróciliśmy wieczorem do domu, mieliśmy czas odpocząć i poświęcić się przemyśleniom. Włosi byli wyrozumiali dla Polaków. Wiedzieli, że zbliża się bardzo ważny dzień...
DZIEŃ 5
Pogrzeb Papieża. Ogarnął mnie straszny smutek i rozczarowanie, że będąc we Włoszech nie mogłam tam być. Pojechaliśmy zwiedzać Włochy. Byliśmy w górach i nad morzem. Podziwialiśmy naprawdę piękne widoki. W autokarze poprosiliśmy, by włączyli telewizor. Chcieliśmy zobaczyć chociaż fragment pogrzebu.
W oglądaniu przeszkodziły nam zakłócenia w odbiorniku oraz zachowanie Austrijaków, którzy nie wyrazili zgody na transmisję tego ważnego dla nas wydarzenia. Ogarnął nas jeszcze większy smutek, częściowo złość i milczenie...
Wieczorem przyjechał Steffano. Zabrał nas na przejażdżkę samochodem nad morze. Wszyscy byli smutni, że następnego dnia będziemy musieli się rozstać. Poszłam spać o godzinie 3:00....
DZIEŃ 6
Ostatni dzień pobytu w Italii. Wstałam wcześniej, żeby się jeszcze spakować. Było mi bardzo smutno, bo świetnie się bawiłam. Ostatnie zdjęcia, upominki, uściski, podziękowania i cała rodzina odwiozła mnie na dworzec. Do Rzymu dojechaliśmy pociągiem. Na lotnisku okazało się, że Kasia zostawiła bilet. Pani Górka "miała nosa" decydując, żebyśmy jechali wcześniejszym pociągiem. Do samolotu zostały dwie godziny. Zgłoszenie zguby i bieganie z dokumentami zajęło dużo czasu. Na szczęście udało się kupić nowy. Ledwo zdążyliśmy na samolot. Niestety nie trafiły nam się miejsca obok siebie. Każdy był gdzie indziej.
Podróż minęła szybko. Gdy dolecieliśmy do Warszawy czekaliśmy tylko, by w końcu znaleźć się w domu. Przygoda jednak się nie skończyła. Gdy odbieraliśmy bagaże, okazało się, że walizki p. Sobieckiej i Agaty zostały uszkodzone. Czekaliśmy aż ta sprawa zostanie wyjaśniona i niestety to trochę trwało.
Gdy w końcu wróciliśmy do domu, nasze rodziny musiały zatopić się w czar naszych opowieści.
Jestem pewna, że nigdy nie zapomnę tego wyjazdu i zawsze będę go miło wspominać i ludzi, których tam poznałam.