"Przytulna szkoła przy ulicy Przytulnej, szkoła przyjaźni i sukcesu"
Przytulne Gimnazjum nr 124Szkoła z klasą Socrates Comenius

STRONA GŁÓWNA

Aktualności

NASZA SZKOŁA

Historia szkoły
Lokalizacja
Szkoła z klasą
Przyjaciele

UCZNIOWIE

Samorząd uczniowski
Nasi uczniowie
Prymusi i stypendyści
Uczniowie z klasą

PRACOWNICY SZKOŁY

Dyrekcja
Sekretariat
Nauczyciel z klasą
Pracownicy obsługi

RODZICE

Prezydium Rady
Numer konta

PRAWO SZKOLNE

WSO

Program wychowawczy

Program profilaktyczny

GAZETKA "Przytulisko"

Wydania gazetki

Współpraca międzynarodowa

Comenius 2006 - 2009
Socates 2003 - 2006

PRACA SZKOŁY

Zajęcia pozalekcyjne
Szkolne konkursy
Konsultacje
Plan lekcji
Kalendarz
Zajęcia sportowe
Pedagog - Psycholog
Biblioteka
Pomoc medyczna
JUDO

WYDARZENIA

2008 - 2009

2007 - 2008
2006 - 2007
2005 - 2006

GALERIA ZDJĘĆ

 
Socrates Comenius  Pamiętnik z Włoch - Agata Madejczyk

Poniedziałek, 4 kwietnia
Minął pierwszy dzień mojego pobytu we Włoszech. Niepotrzebnie denerwowałam się tym wyjazdem. Okazało się, że wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Podróż trwała około czterech godzin (samolot + jazda dwoma pociągami). Najprzyjemniej było w samolocie. Śniadanko - pycha! Wspólnie z Dominiką przypominałyśmy sobie włoskie słówka. Nasza polska grupka liczyła czterech uczniów (Dominika, Kasia, Kuba i ja) oraz kilku nauczycieli z naszej szkoły.

Na peronie w Latinie (miasteczko, około 70 km od Rzymu) przeżyłam (jak wszyscy) niewielki stres. Z niepokojem oczekiwałam na włoską rodzinę, u której miałam mieszkać przez najbliższy tydzień. Przyjechali po 15 minutach. Była to mama z dwoma córkami (Chiara - 7 lata i Serena - 15 lat) oraz ich koleżanka Claudia. Pierwsze wrażenie było miłe. Serena pokazała mi swój dom, zaprowadziła mnie do pokoju, w którym miałam z nią spać. Cały pokój był bardzo kolorowy, różowo-zielono-żółty. Znajdowało się w nim mnóstwo maskotek i innych drobiazgów, ale, o dziwo, nie było w nim odrobiny miejsca do nauki. Gdzie ona odrabia lekcje??? - zadałam sobie pytanie.

Serena i Claudia usiłowały ze mną rozmawiać. Rozmowa nie układała nam się najlepiej. Wydaje mi się, że "moja rodzina" to telemaniacy. Telewizor jest tam najważniejszym członkiem rodziny. Ten dzień był pełen wrażeń. Ciekawa jestem, co będzie jutro...

Wtorek, 5 kwietnia
O 6.50 obudziła nas mama Sereny. Bardzo denerwowałam się pójściem do włoskiej szkoły. Jechałyśmy tam 15 minut autobusem. Miałam wrażenie, że wszyscy uczniowie patrzą na mnie. Byłam bardzo zdziwiona wyglądem włoskiej szkoły. Panował tam "totalny luz".

Po dwóch lekcjach wszystkie grupy, które przyjechały do Włoch w ramach programu Socrates - Comenius, poszły do teatru i muzeum.

Około godziny 17:00 pojechałam z Sereną do jej przyjaciółki Eriki. Dziewczyny odrabiały lekcje, a ja im towarzyszyłam. Po trzech godzinach wróciłyśmy do domu.

Dzień uważam za mało interesujący.

Środa, 6 kwietnia
Po śniadaniu pojechałyśmy do szkoły. Miałam dziś zostać na trzech lekcjach. Doszłam do wniosku, że u nas jest naprawdę sto razy lepiej i fajniej, pomijając to, że w porównaniu z naszym gimnazjum, nauczyciele z włoskiej szkoły mają bardzo małe wymagania w stosunku do uczniów. Następnie całą grupą spotkaliśmy się przy wejściu. Wszyscy uczniowie i nauczyciele biorący udział w programie Sokrates - Comenius, spotkali się w auli, żeby przedstawić swoje prezentacje dotyczące dyskryminacji płci. Właśnie wtedy poznaliśmy Aurorę. Mieszka ona od trzech lat w Latinie, ale bardzo tęskni za Polską. Po szkole poszłyśmy do Claudii (koleżanki Sereny) na lunch. Claudia ma bardzo miłą i sympatyczną rodzinę.

Po posiłku poszliśmy do centrum handlowego na zakupy. Trochę spacerowaliśmy po mieście. Na koniec weszłyśmy do sklepu i od taty Sereny dostałam czerwoną bluzę. Bardzo mi się podoba. Wieczorem wróciliśmy do domu.

Czwartek, 7 kwietnia
Wspólnie z Sereną pojechałyśmy, jak zwykle, do szkoły, ale nie miałyśmy lekcji. Spotkałam moją grupę i razem czekaliśmy na resztę uczniów i na autokar, ponieważ mieliśmy pojechać do Rzymu. Wykorzystując wolny czas, poszliśmy na salę gimnastyczną z włoskimi uczniami. To była lekcja wychowania fizycznego. Szkoda, że nie mogliśmy pograć w piłkę, bo musieliśmy wsiadać już do autokaru.. No trudno... W końcu autokar odjechał. Do Rzymu jechaliśmy ponad godzinę.

Zwiedzaliśmy Panteon, byliśmy na Hiszpańskich schodach, widzieliśmy Koloseum, pałace i inne piękne budowle. Bardzo podobał mi się Rzym. Byliśmy przy różnych fontannach. Najbardziej podobała mi się Fontanna Di Trevi. Było bardzo fajnie, miło i ciepło. Spotkaliśmy tam wielu Polaków, którzy przyjechali ze względu na pogrzeb Papieża Jana Pawła II.

Wieczorem wróciliśmy do Latiny. To była męcząca wycieczka, ale warto było pojechać do Rzymu, żeby zobaczyć wspaniałe zabytki. Dzień mogę zaliczyć do bardzo, bardzo udanych.

Piątek, 8 kwietnia
Tego dnia odbył się pogrzeb Jana Pawła "Wielkiego". Mieliśmy zorganizowaną wycieczkę do średniowiecznego zamku "Ser Moneta", do miejscowości, w której jest wiele zabytkowych kościołów oraz nad morze. W każdym miejscu było pięknie i miały one swój urok. Ser Moneta to średniowieczne miasteczko, piękne, malutkie ze specyficznym klimatem. Nad morzem było cudownie, prześliczne widoki, port, plaża, słońce. Wycieczka była bardzo udana. Włochy są naprawdę piękne.

Sobota, 9 kwietnia
Wyjazd do Warszawy. Pojechaliśmy na peron. "Moja rodzina" żegnała mnie czule. Ja ze wszystkimi pożegnałam się i smutno mi było, że wyjeżdżam. Odjechaliśmy pociągiem. Znowu podróż dwoma pociągami i samolotem. Po dwóch godzinach, szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie i poszliśmy odebrać bagaże. Czekamy, a tu okazuje się, że moja walizka została zniszczona podczas transportu. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i po krótkiej chwili uściskałam moich najbliższych.

Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tak wspaniałym wyjeździe. Na pewno nigdy nie zapomnę tej przygody!

Agata Madejczyk, kl. IIb